Jezioro Gaładuś to drugie pod względem wielkości jezioro Suwalszczyzny. Jest to jezioro graniczne, ponieważ przez sporą jego część przebiega granica polsko - litewska. Charakterystyczne, pomarańczowe boje oddzielają jedno państwo od drugiego. Malownicze położenie jeziora można podziwiać spacerując przybrzeżnymi ścieżkami, płynąć kajakiem lub rowerem wodnym albo decydując się na wyprawę rowerową wokół jeziora.
Startujemy z miejscowości Burbiszki, gdzie mamy kwaterę. Polną drogą zjeżdżamy w dół, aby po ok. 2 kilometrach zameldować się na granicy. Z uwagi na przywrócone kontrole musimy okazać dowody osobiste. Zakładamy także kamizelki odblaskowe, które wg niektórych źródeł są obowiązkowym elementem dla rowerzystów poruszających się po drogach publicznych na Litwie. Po minięciu słupków granicznych jedziemy na wschód, obserwując północny brzeg jeziora. Niebawem skręcamy w prawo mając jezioro po swojej prawej ręce.
Trasa to wygodny asfalt, a liczne podjazdy i zjazdy dodają tylko pozytywnych emocji. Ruch samochodowy znikomy, co pozwala w pełni rozkoszować się pięknymi wodokami na jezioro i jego polski, przeciwległy brzeg. Dzień jest co prawda pochmurny, ale według prognoz ma nie padać i jest dość ciepło. Po litewskiej stronie jeziora nie ma większych miejscowości. Mijamy tylko pojedyncze domy i działki rekreacyjne. Po pewnym czasie odbijamy w prawo w szutrową drogę prowadzącą do granicy. Tutaj czeka nas kolejna kontrola dokumentów, po której swobodnie jedziemy w kierunku miejscowości Dusznica. Po prawej stronie mamy w oddali wschodni brzeg jeziora, ale jest to już część polska.
Zabudowa gęstnieje, jest coraz więcej gospodarstw - krajobraz jest typowo wiejski. Na pagórkowatych łąkach wypasają się krowy, wśród których dostojnie spacerują licznie występujące tutaj bociany. Mijając po lewej stronie miejscowość Krasnogruda dojeżdżamy do przesmyku między Jeziorem Gaładuś i Jeziorem Dusalis. Dalej w miejscowości Żegary w bliskiej odległości widzimy południową krawędź Gaładusia. Teraz odbijemy na północ mając jezioro ciągle po prawej stronie.
Odcinek od Żegar do Burbiszek wiedzie przez spokojne wioski o ciekawie brzmiących nazwach: Radziucie i Jenorajście. Teren jest pagórkowaty, zatem mamy ciągłe podjazdy i zjazdy. Jednak wyszło słońce, dzięki czemu będąc na wzniesieniach mamy szansę podziwiać rozległy krajobraz w pięknej, letniej scenerii. Do Burbiszek dojeżdżamy lekko zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Trasa może nie była bardzo długa - bo to jedynie ok. 27 km, ale liczne podjazdy zmuszały do większego wysiłku.
Na dworze się wypogodziło, zatem teraz czas na relaks. Po rowerowej wyprawie dobrze jest wskoczyć do jeziora i nacieszyć się czystą i dość ciepłą wodą. Do dyspozycji mamy także kajaki i rowery wodne. To zostawimy sobie jednak na wieczór, kiedy wszechogarniajacy spokój na jeziorze i wokół niego pozwala lepiej obserwować dzikie, wodne ptactwo.
Robiąc pętlę wokół Jeziora Gaładuś można "pokusić" się o odbicie w kierunku litewskiego miasteczka Łoździeje (lit. Lazdijai). To tylko ok. 10 km od granicy. My pojechaliśmy tam z dziećmi kolejnego dnia. W samym miasteczku nie ma wiele zabytków. Na uwagę zasługuje jednak kościół katolicki pw. św. Anny z końca XIX wieku, zbudowany w stylu romantycznym, łączącym cechy klasycystyczne i barokowe. Łoździeje to zadbane, spokojne miasteczko, z pewnością warte odwiedzenia. Po zakupach w lokalnym markecie i wzmocnieniu litewskim kwasem chlebowym wyruszyliśmy w drogę powrotną. W połowie drogi do granicy złapała nas burza z deszczem. Jednak dzień był upalny, a burza nie przyniosła ochłodzenia ani silnego wiatru. Zatem na trasie nie było najgorzej. Zmoknięci, ale zadowoleni z nowej przygody wróciliśmy na polską stronę.